poniedziałek, 28 stycznia 2013

Ogłoszenie parafialne

Przepraszam że nie pojawia się tutaj ostatnio nic nowego , ale mam sesje w tym tygodniu i jednak trzeba się pouczyć bo od tego zależy moja ocena na dyplomie. I w dodatku piszę jeszcze prace licencjacką tak że nie mam za bardzo czasu ale obiecuje że za 2 tygodnie pojawi sie kolejny rozdział i postaram się żeby był na prawde długi :)

I tak przy okazji chciałabym zaprosić was na bloga kumpeli na którym jest nowe opowiadanie które pisałam razem z nią już jakiś czas temu i teraz wyszło na światło dzienne. Nie będę pisać o czym ono jest sprawdźcie sami to taka rękompensata za to że u mnie się nic nie pojawia ale obiecuje nadrobie zaległości :)

Więc zapraszam na: 



http://fifi1d.blogspot.com/

Liczę że podzielicie się z nami waszą opinią :) 

A teraz zmykam do nauki :) Miłego czytania dziewczyny :* 

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 6

Czego zapomnieli Ci dwaj..
- Czego zapomnieliście- Powiedziałam nie patrząc na osobnika stojącego w moich drzwiach. 
- Ja niczego....
- Seth? Coś się stało? Co ty tu robisz?
- Znasz może taki zespół jak one direction? - Spytał bez ogródek
- Yyy..znam...tzn. kojarzę.. a co ?
- Bo właśnie miałem omamy że 2 z nich wychodziło z Twojego mieszkania
- To nie były omamy Seth.
- Co? Co oni robili u Ciebie?
- Yyy.. spali?
- Potrafisz powiedzieć coś co ma więcej niż jedno słowo?
- tak,- chłopak spojrzał na mnie z powątpieniem -znam
- No więc słucham co Cię z nimi łączy?
- Pracuje dla nich.
- Porozmawiamy jak wrócę z pracy. Teraz się spieszę bo mam spotkanie z nowym szefem kuchni. Zresztą dawno się nie widzieliśmy tak że może wpadnę do Ciebie i zrobię jakąś kolacje?
- Jasne. Może tak koło 20?
-Tak, pasuje.

Seth pobiegł do pracy a ja zaczęłam się szybko szykować również do pracy. W końcu to mój pierwszy dzień u Molly. Wskoczyłam w wygodne jeansy i koszule do tego jakieś buciki na delikatnym obcasie w końcu będę biegać miedzy stolikami to musi mi być wygodnie. Jeszcze jakiś delikatny makijaż i dalej w drogę do restauracji. Wybiegłam z domu i już po 30 min stanęłam przed małą restauracyjką tak jak ostatnio wywarła znowu na mnie wrażenie. Weszłam do środka i przywitałam się z Molly.
- Gdzie mogę zostawić swoje rzeczy?
- Wejdź na zaplecze tam są szafki, na stole leży kluczyk do twojej schowaj tam rzeczy i obok kluczyka leży fartueszek. A gdy już będziesz gotowa to przyjdź do mnie to Ci wszystko pokaże.
- Dobrze.
Weszłam na zaplecze i szybko się przebrałam. Molly mi pokazała co gdzie jest i co do czego służy. Dzisiaj stałam przy tzn. barze śniadaniowym. Przed południe zleciało nawet nie wiem kiedy. Molly co jakiś czas przychodziła i mówiła co mam robić i co poprawić. Zresztą robienie kanapek to żadna filozofia. Gdy miałam chwile na odetchnięcie zanim Molly posłała by mnie na stoliki po zbieranie zamówień otrzymałam sms.
OD: Nieznany numer
Jeszcze raz dzięki za to że nas przenocowałaś, Paul by mnie i Lou a raczej mnie udusił gołymi rękoma.
DO: Nieznany numer.
Domyślam się że to ty Harry tak? I rozumiem że nr masz od Lou?
OD; Harry Styles
Nie, menager nam dał jakbyśmy nie mogli się spotkać na zajęcia bo nam by coś wypadło.
DO: Harry Styles
Ok. Rozumiem. I nie ma za co moja kanapa zawsze Cie przygarnie.  
OD;Harry Styles
Będę pamiętał i jeszcze raz dziękuje. Aaa i Louis Cię pozdrawia.
DO: Harry styles
Też do pozdrów. 
Uśmiechnęłam się na słowa Harry'ego że Louis mnie pozdrawia. Pomyślałam że chyba mnie lubi. Co wprawiło mnie w jeszcze większą euforie. W końcu podobał mi się ten chłopak. Z rozmyśleń jednak wyrwała mnie Molly.
- Chłopak?
- Słucham? Spytała zaskoczona jej pytaniem. 
Kobieta wskazała na tel . - Tak się uśmiechasz do tego aparatu. 
- Aaaa nieee, kolega pisał.
- Anastazjo chodź coś Ci pokaże.
Molly zaprowadziła mnie do ściany pełnej zdjęć w ramkach. Było tam pełno jakiś osób i na środku wisiało duże zdjęcie pary.
- Widzisz kochana. Dobrze Ci z  oczu patrzy. Widzisz na tym dużym zdjęciu jestem ze świętej mężem.  Przeżyliśmy razem 50 lat, niestety on pierwszy mnie opuścił. Był chory. I stary. uśmiechnęła się na wspomnienie swojego męża nawet starego i schorowanego. Kochałam go był moim pierwszym chłopakiem, najlepszym przyjacielem z dzieciństwa znaliśmy się całe życie. Razem założyliśmy ta restauracyjkę i razem o nią dbaliśmy. Chcieliśmy żeby ludziom którzy tu przychodzą kojażyła się z domem. A teraz sama muszę o wszystko dbać. No od dzisiaj mam Ciebie tak ze myślę że będzie mi łatwiej .
- Na pewno Molly.
- Oj nie przerywaj mi, powiedziała z udawanym gniewem. Chciałam Ci po prostu powiedzieć że miłość przyjdzie z czasem a czasami zaczyna się ona od przyjaźni.
- Molly to na prawdę tylko kolega. Zresztą podoba mi się jego przyjaciel.
- Ah ta dzisiejsza młodzież. No cuż musimy wracać do pracy bo nam się goście niecierpliwa kochaniutka.
Reszta dnia zleciała nawet nie wiem kiedy. Molly pomagała mi w pracy a ja dawałam z siebie wszysko co mogłam żeby jej jakoś pomoc i pokazać że  się nadaje i szybko się uczę. Dochodziła już 19:30 tłoku w restauracji nie było już i Molly kazała mi iść do domu i spotkamy się po jutrze. Zgarnęłam wszystkie swoje klamoty i poleciałam do domu w końcu na 20 byłam z Sethem umówiona.
Równo o godzinie 20 usłyszałam pukanie do drzwi. Seth się sam wprosił jakby do siebie wchodził. Postawił siatki na blacie w kuchni i zaczął pichcić coś dobrego. Z racji że w "naszym związku" to on rządzi w kuchni ja się nie wtrącam. Podałam mu tylko kieliszek z winem i patrzyłam jak piękne zapachy unoszą się po mieszkaniu. Rozglądałam się do okoła gdy mój wzrok padł na czymś przezroczystym co leżało na stole w pokoju. Po bliższym obejrzeniu przedmiotu doszłam do wniosku że to nie należy do mnie tylko wyciągnęłam tel i naskrobałam pięknego sms.
DO: Louis Tomlinson
Lou nie zostawiłeś czegoś u mnie? 
OD: Louis Tomlinson. 
Nie? A może jednak? 
DO: Louis Tomlinson
Trzymam w ręce coś przezroczystego z 5 kreskami kółkiem i na deskorolce i obstawiam że to Twoje słuchawki.
OD:Louis Tomlinson
To jednak coś zostawiłem... mogę po nie za chwile wpaść ? 
DO: Louis Tomlinson
Znasz adres. Czekam. 
-Z kim ty tak piszesz i co trzymasz w ręce? 
Usłyszałam głos Setha dobiegający z kuchni. 
- Słuchawki Louisa tego wiesz z one direction. 
- Aaaa.. własnie zastanawiałem się jak to się stało ze oni spali u Ciebie bo domyślam się że ofertę pracy to gdzieś znalazłaś ale to tez jest dziwne ze zatrudnili kogoś kto nie pracował nigdy ze sławnymi ludźmi. 
- Ej.. watpisze we mnie? - Powiedziałam obrazona
- Nie, nie wątpię po prostu to jest trochę dziwne
- Wiesz nie zastanawiałam się nad tym... ale odpowiadając na Twoje pytanie to po prostu za dużo wypili a raczej Harry wypił. I tyle koniec opowieści. 
- Skoro nie chcesz rozmawiać, to siadaj zaraz będzie kolacja. 


Minęło może 20 min a usłyszałam dzwonek do drzwi. Od razu wiedziałam kto to i serce zaczęło mi bić szybciej.. Kurcze co jest ? Wcześniej tak nie reagowałam na Lou. 
- Proszę- Zmusiłam się by mój głos niczego nie zdradzał i chyba się udało ale na prawdę poczułam zdenerwowanie.
Do mieszkania wszedł jak zwykle wystrojony jakby zszedł z czerwonego dywanu Louis. Uśmiechnął się szeroko na mój widok co odwzajemniłam od razu. Lecz gdy ujrzal Seth'a w kuchni jego uśmiech od razu z znikną i zmarszczył brwi. 
- Hej Louis proszę to chyba Twoje co?
- Dzięki wiesz ze wszędzie tego szukałem? W życiu bym nie powiedział ze zostawiłem je u Ciebie. 
- Widzisz w przyrodzie nic nie ginie. 
- Kolacja Anastazjo. 
-Aaaa..Louis to jest Seth ... Seth to jest Louis. 
Chłopacy się przywitali wymienili uściski dłoni 
- To ja wam nie będę przeszkadzał skoro macie kolacje. Na razie Nasti. 
- Na razie Lou do jutra. 
- Tak racja do jutra. Pa. 
I tyle było go widać.



-Dziwak jakiś z niego powiedział Seth. 
- czemu dziwak?
- Jak mnie zobaczył to się zaraz zmył. A może on jest zazdrosny czy coś? 
- No co ty Seth jesteś dla mnie jak brat. Pomogłeś mi się tutaj zaaklimatyzować. Nie możliwe żeby był zazdrosny. 
- A jednak. A teraz siadaj i jedz. Bo zaraz Ci ostygnie a zimne nie jest dobre. 
Może Seth miał racje? W końcu rządził się w mojej kuchni jakby był u siebie , ale z drugiej strony Harry zrobił dzisiaj rano to samo. Hm.. nie będę się nad tym rozwodzić. 

niedziela, 6 stycznia 2013

Ogłoszenie

Witam was...
Tak wiem tutaj powinien się pojawić kolejny rozdział ale niestety na razie go nie będzie.
Nie będzie go ponieważ mam taki zamęt teraz że nie potrafię się skupić na pisaniu.
Po pierwsze problemy w rodzinie, a po drugie prace licencjacką piszę tak że to też trochę czasu zajmuje.
Postaram się coś dodać jak się troche uspokoi.


sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 5

- Słucham...?- Mój głos był pełen przerażenia...
-Nasti to ty? 
- Tak Lou to ja coś się stało? - Odetchnęłam z ulgą aż chyba Louis słyszał po drugiej str. 
- Nie nic, a właściwie jednak coś. Bo jest sprawa. I tylko ty możesz nam pomóc. 
-No słucham Cię co się stało? 
- Bo Hazz tzn byliśmy na piwie z Harrym i na jednym się nie skończyło , Harry jest w fatalnym stanie a nie możemy wrócić do domu bo nas menager zje żywcem jak znowu Harry wróci w takim stanie. I tu się nasuwa moja prośba do Ciebie czy byś nas przenocowała ? 
Zastanawiałam się chwile jak ich przenocuje a raczej gdzie będą spać. 
- Nasti proszę... jesteś jedyną osoba która może mi pomóc. 
W Louisa głosie było słychać błaganie, przesądziło to o mojej decyzji. 
- Zaraz Ci wyślę adres sms. ok ?
- Jasne , dzięki bardzo!
Odłożyłam tel i poszłam wyjąć drugi komplet pościeli dla Harry'ego i Louisa. Będą spać w dużym pokoju. 
Wszystko było już przygotowane gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam szybko i je otworzyłam widok jaki ujrzałam był śmieszny. Louis starał się trzymać Harry'ego ale jak mnie zobaczył to biedny loczek prawie mu z rąk wypadł co spowodowało to że się przebudził. Podniósł lekko głowę i spojżał na mnie tymi swoimi pięknymi oczętami. I momentalnie zaczął  udawał trzeźwego. Wyprostował się chwiejąc się poprawił loki i z uśmiechem na twarzy rzekł.
- Witam piękną panią. - powiedział podając mi rękę.- Spojrzałam na Lou a on tylko wzruszył ramionami.  
- Witam pana wieczorową porą. 
- Harold jestem miło a to mój towarzysz Louis. 
Louis spojżał na niego jakby pierwszy raz loczka na oczy wiedział 
- Louis może wejdziecie zanim pobudzi cały blok co ?
Louis przytaknął głową , przerzucił sobie ramie Harry'ego na swoje barki i zaczął się kierować w stronę mieszkania. 
- Weź go rozbierz i połóż na kanapie. 
- Sam się potrafię rozebrać! - Zaczął się bulwersować curly- I całkiem dobrze mi to wychodzi. 
Najpierw próbował ściągnąć marynarkę ale coś mu nie wychodziło to zabrał się za buty. Gdy upadły na podłogę z lekkim odgłosem uderzenia o podłogę, Harry się nad mini nachylił i  przytykając palec do ust kazał być im cicho. Spojrzeliśmy tylko na siebie z Louisem z uśmiechami na twarzy, całkiem zabawne przedstawienie nam zaserwował Hazza. 
- Może jednak mu pomogę. 
- Chyba tak bo do jutra mu się nie uda rozebrać ale chociaż swoje buty udało mu się uciszyć. 
- Jakiś plus. 
- Herbatę chcesz czy może coś zimnego?
-Herbatę poproszę.
Louis ogarniał Harry'ego a ja w tym czasie patrzyłam jak Louis opiekuje się młodszym przyjacielem, był taki delikatny i wiedział co ma robić. Gdy woda się już zagotowała zaprosiłam Lou do sypialni bo Harry zajął kanapę w pokoju. 
-Czuj się jak u siebie w domu. Mało tu miejsca ale chociaż jest własne. 
- Chociaż się nie zgubisz tak jak Niall u nas w domu.
- Co? Niall się gubi u was w domu? To co wy tam labirynt macie ?
- Na początku jak się wprowadziliśmy to się trochę gubił ale teraz ma mapkę i już jest dobrze.
- Wy to jesteście udani.
- No co, po prostu dobrze się bawimy.
Puściłam chłopaka przodem i po chwili sama do niego dołączyłam. Zastałam go w pokoju oglądającego moją ścianę.
- Masz mapę świata narysowana na ścianie ?
- Spostrzegawczy Lou jesteś.
- A te zdjęcia?
- To są zdjęcia z miejsc w których już byłam.
- A te puste?
- Lou co ty taki ciekawski?
- No co tylko pytam...
- Te puste czekają na zdjęcia, mam kiedyś w planach pojechać do tych miejsc.
- A gdzie byś chciała najbardziej pojechać?
Pokazałam palcem na pustą ramkę znajdującą się gdzieś na oceanie Spokojnym.
- Co tam jest?
- Przeczytaj.
- Bora - Bora?
- yhym.
Chodź siadaj a nie tak stoisz. Podałam Louisowi jego herbatkę i sama ległam się na łóżku. Louis niepewnie ale usiadł koło mnie po drugiej stronie łóżka. Zaczeliśmy rozmawiać o naszych planach na przyszłość , marzeniach , podróżach. Skakaliśmy z tematu na temat co chwile uciszając się jeden przez drugiego żeby Harry'ego nie obudzić. Po takiej gadaninie padliśmy na łóżko i zapadła przyjemna cisza. Nie była ona niezręczna wręcz przeciwnie. Miło było tak pomilczeć i unosiło się tylko w przestrzeni pochrapywanie Harry'ego. I nawet nie wiem kiedy po prostu usnęliśmy.

Harry

Obudziły mnie promienie słońca. Kurde ale mnie łeb boli.. Gdzie ja jestem...? Mimo rosnącego bólu w mojej głowie przetoczyło się chyba z tysiąc myśli na min. Chwila widzę wodę i tabletkę przeciwbólową, to jest zbawienie. Dobra teraz trzeba wstać, powoli bo mi głowa zaraz pęknie. Chwila chwila gdzie są moje ciuchy? Dobra leżą na krześle. No dobra ale i tak mi nadal nic nie mówi gdzie jestem? Trzeba się rozejżeć.
Podniosłem się powoli z kanapy i rozejrzałem do okoła. Nie znałem tego miejsca ale było przytulnie urządzone mimo że jest to malutki pokój z aneksem kuchennym. Obróciłem się żeby zobaczyć co znajduje się za mną , a tam zobaczyłem słodki widok. Nastka leżała wtulona w Louisa. Louis obejmował ją ramieniem a ona leżała przytulona do niego. Eh... chłopak ma szczęście. Wracając na ziemie skoro nie znajdujemy się u siebie a jest tutaj Nastka to pewnie jej mieszkanie. No tak byliśmy z Louisem wczoraj na piwie i na jednym się nie skończyło. Jakbyśmy wrócili pijani a raczej ja do domu to nasz menager by mnie chyba zabił. Powinienem się jakoś Nastce odwdzięczyć za to że nas przekimała. Hm. co by to zrobić na szybko może jakieś śniadanko? Pomyszkuje jej trochę po kuchni.


Nastka

Obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Chwila skoro ja jestem tutaj to kto jest w kuchni? Otworzyłam szeroko oczy i ujrzałam Lou przytulającego się do mnie a raczej ja do niego. On również się przebudził i delikatnie uśmiechnął.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry , Lou- Uśmiechnęłam się niepewnie do niego.
- Chyba Harry zrobił nam śniadanie. Może zobaczymy co szef kuchni dzisiaj serwuje?
-Yhym.. tylko tyle udało mi się wykrztusić z siebie po tym co zastałam rano a raczej przed chwila.
Louis wstał przeciągnął się i udał się do pokoju zobaczyć z Loczkiem, słyszałam tylko ich przyciszone głosy i śmiechy. Po chwili Louis przyszedł z powrotem do mojej sypialni trzymając w reku kubek z parującą jeszcze kawą.
- Proszę i Harry zaprasza na naleśniki.
- Pychota.
Poszliśmy razem do pokoju gdzie Harry już nakładał nam na talerze naleśniki.
- Zapraszam do stołu, podano śniadanie. - Powiedział teatralnym głosem Harry.
- Wygląda przepysznie.
- I zapewniam Cię że takie jest . Powiedział Lou
Grzecznie zjedliśmy śniadanie rozmawiając o bzdurach, kurcze to całkiem fajne chłopaki są.
- Nastka..- zaczął niepewnie Harry.
- Tak?
- Dziękuje że nas przenocowałaś.
- Oj nie ma sprawy, chętnie wam jeszcze kiedyś użyczę swojej kanapy.
Po zjedzonym śniadanku Harry wszystko ładnie umył i posprzątał po sobie.
- Dobra Nasti my musimy uciekać bo mamy za godzinę próbę a wiesz... i przepraszam że tak szybko uciekamy ale wiesz nie chcemy się narazić. I tak już Harry się kiedyś naraził i musi być grzeczny.
- Skoro praca wzywa to uciekajcie ja też mam coś do roboty tak że za chwile wychodzę.
- To do zobaczenia za dwa dni- Powiedział Hazz dając mi buziaka w policzek stojąc już w progu i to samo zrobił Louis tylko z większym uczuciem przynajmniej tak mi się wydawało.
Zamknęłam za nimi drzwi i jeszcze się nie zdążyłam odwrócić gdy usłyszałam pukanie. 

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 4

Tygodnie mijały leniwie. Zaprzyjaźniłam się z Seth'em okazał się całkiem fajnym chłopakiem, tak samo chłopcy z zespołu.. Myślałam na początku że to jakieś gwiazdeczki i będą robić z siebie nie wiadomo jakie gwiazdy a oni mimo że są sławni to jednak zostali normalnymi chłopakami. Każdy jest inni ale razem tworzą całość.  Przez te kilka tygodni uświadomiłam sobie że praca z chłopcami daje mi satysfakcje i pozwala się utrzymać , ale chciałabym jeszcze jakoś zapełnić sobie czas. Z 1D pracuje tylko 2 dni w tygodniu. A resztę mam wolną i nie wiem co ze sobą zrobić. Wydrukowałam kilka kopi swojego CV i ruszyłam na miasto w poszukiwaniu pracy. Przeszłam całe centrum i nic nie znalazłam. Eh.. takie duże miasto a pracy nie ma w elastycznym wymiarze godzin. Gdy już zmierzałam w kierunku swojego mieszkanka moim oczom ukazała się maleńka kawiarenka z pięknym wnętrzem, aż zatrzymałam się popatrzeć bo biło od niej ciepłem domowego ogniska. napawając się tym widokiem zobaczyłam na szybie kartkę że potrzebują kelnerkę.
Weszłam do skromnie ale gustownie urządzonej kawiarenki. Od samego wejścia uderzył mnie zapach cynamonu i pomarańczy. Eh... poczułam się jak podczas świąt u babci. Szybko otrząsnęłam się ze wspomnień i podeszłam do lady przy której stała starsza pani.
- Dzień dobry słodziutka w czym mogę służyć ?
- Widziałam ogłoszenie na witrynie i chciałam się zapytać o prace.
- Słodziutka potrzebujemy kogoś kto nam pomorze mi i mężowi. Jesteśmy już starzy i nie ze wszystkim dajemy rade. - Powiedziała smutno.
- A pasowało by pani 4 dni w tygodniu ?
- Ależ oczywiście. A rozumiem weekend chciałabyś mieć wolny?
- Nie, to znaczy tak tylko jeden dzień ale ja jeszcze we wtorek i piątek pracuje gdzie indziej i bym mogła jedynie po południu przychodzić. do zakmniecia.
- Mi pasuje. A powiedz mi coś o sobie?
 Hm...? Jeszcze takiej rozmowy o pracy nie miałam że się pracodawca zgadza a moje warunki, no ale ok.
- Więc nie jestem stąd przyjechałam z Polski za pracą. Skończyłam studia i chciałabym tutaj dorobić. Jestem pracowita i lubie pracować z ludzmi.
- A jakieś doświadczenie masz?
- Niestety nie.- Powiedziałam ze spuszczoną głową.
- Wiesz co? Dobrze Ci z oczu patrzy przyjdz jutro to zobaczymy co się da z Toba zrobić ok?
 - Oczywiście , dziekuje bardzo! Do widzenia !
- A właśnie słodziutka jak masz na imie?
- Anastazja.
-Jak ta księżniczka?
- Dokładnie tak, a pani jak na imię?
- Molly miło mi.
- Mi również i do widzenia !
Cała w skowronkach pobiegałam do domu i w biegu zgarnęłam torbę ze sprzętem i pobiegłam na ćw.


Przed wejściem na sale porozmawiałam chwile z Paulem czy się zgodzi na mój szatański plan. Dzięki Bogu się zgodził i stwierdził że to dobrze chłopakom zrobi tylko musi zadzwonić po jeszcze jednego ochroniarza.
-Dobra Paul to ja ich trochę porozgrzewam i wtedy wcielimi plan w życie ok ?
- Dobra to ja już dzwonie po Mike
Z wielkim uśmiechem weszłam na sale.
- No proszę kolejny dzień uśmiechnięta. - Powiedział Liam
- Co tym razem? - Zayn
- A co wy tacy ciekawi. Mam dla was niespodziankę...
- Uwielbiam niespodzianki! - Krzyknął Niall
- Dobra ja idę się przebrać. A ty się rozgrzejcie, i ja wiem Louis "panie zawsze i wszędzie" że ty już jesteś gotowy ale chociaż poudawaj.
- EH... no dobra.

Po ok. 15 min wbiegł na sale Paul.
- To co chłopacy gotowi?
- eee...- co on tutaj robi?
- Pomaga mi a co myśleliście? Jasne że są gotowi. To jedziemy.
- Gdzie jedziemy? Ej...- Ze strachem w oczach powiedział Niall
- Oj no zobaczysz, nic się nie bój nie zrobię przecież krzywdy najsłodszemy irlandczykowi świata.
Niall się tylko zarumienił ale kontem oka zobaczyłam grymas na twarzy Louisa. O co chodzi temu człowiekowi. Zawsze jak powiem jakiś komplement innemu ten się w sobie zamyka. Chyba będę musiała porozmawiać z Hazza.

- Co my tu robimy?- Spytał zdziwiony Zayn
- Będziemy biegać
- Eeee... to jest ta niespodzianka?
- Nie o końca, ale po części , wychodzimy z budynku dzisiaj i mamy zajecia w plenerze.
Zabrałam chłopaków do parku żeby trochę pobiegać jest ładna pogoda jak na wrzesień, szybkie jeszcze rozciąganie się i dalej zwiedzać park. Dobrze im zrobi świeże powietrze.
Przez całą drogę koło mnie biegł Louis w każdym bądź razie zawsze gdzieś się koło mnie kręcił.
To takie przyjemne jak tak niezdarnie próbował być blisko mnie.

Wieczorem po wyczerpującym bieganiu gdzie chłopacy już nie mieli siły na nic i oczywiście byli padnięci po 5 min truchtu, wskoczyłam pod prysznic taki cieplutki. Odkręciłam sobie ciepłą wodę podłączyłam mojego nowiutkiego Ipada do odtwarzacza. I weszłam do gorącej wody która koiła moje zmęczone ciało. Mogłabym tak stać pod ciepłą wodą całą wieczność ale już poczułam jak mi skóra się marszczy.
Wskoczyłam w krótkie spodenki cieplutkie skarpeciochy do połowy łydki i topik i zatopiłam się w książce jednocześnie słuchając jakiś wolnych kawałków z Ipada. Koło godziny 1 w nocy wyrwało mnie z romantycznej opowieści cholerne ustrojstwo zwane telefonem. Na wyświetlaczu widniał nieznany numer.
Szybko odebrałam bo myślałam że może coś się stało w Polsce.
- Słucham...?- Mój głos był pełen przerażenia...

CDN...


Nie wiem co mam wam tutaj napisać... jeżeli jesteście ciekawi co się stanie dalej .. kto dzwonił? Komnetujcie im wiecej tym szybciej rozdział się pojawi.
Szkoda że jak wchodzicie to nie komentujecie.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 3

Gdy tylko wpadłam do domu dziękowałam Bogu że nie jest ze mnie taki łasuch. Wygrzebałam kawałek ciasta z szafki i zgarnełam klucze od domu wraz z tel. Jeszcze ostatnie spojżenie w lustro i jestem gotowa. Chwile... spojżenie w lustro? Dziewczyno ogarnij się idziesz na herbatke do sasiada a nie na randke. Uśmiechnełam się tylko do swojego odbicia w lustrze i już wychodziłam.
Podeszłam do drzwi Setha i zapukałam już drugi raz tego wieczora. Usłyszałam tylko pozwolenie na wejscie.
- To tylko ja.
- Nikogo innego się nie spodziewam.
- No tak złodzieje nie pukają.
Chłopak się zaśmiał i zaprosił mnie do salonu a raczej dużego pokoju. Nasze mieszkania się niczym nie różniły. Było odzwierciedleniem mojego tylko w trochę bogatszej wersji. Wszystko było tak do siebie dopasowane że od razu można poczuć się jak u mamy. Mieszkanie było urządzone w starym stylu było dużo antyków połączonych z nowoczesnością a wszystko razem dawało na prawde przytulne miejsce do spędzania czasu.
- Proszę usiądź - wskazał mi  ogromniasty fotel.
Rozsiadłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu jeszcze raz.
- To Nastka powiedz mi co Cię sprowadza do kraju bo sądząc po Twoim imieniu to nie jesteś z Anglii.
- Nie, i tak w ogóle to na imię mi Anastazja ale każdy mówi mi Nastka i tak jakoś zostało, a jestem z Polski i do Angli przyjechałam za pracą.
-A gdzie pracujesz?
-Yyy... - przypomniałam sobie że nikt nie miał o tym wiedzieć to był jeden z punktów umowy.- Ja ? Wiesz jestem po odnowie biologicznej ale pomagam ludziom w treningu żeby ich trochę wzmocnić fizycznie. A ty co robisz? - Szybko zmieniłam temat
- Ja? Jakby Ci to powiedzieć prowadzę małą restauracje tutaj niedaleko. Może kiedyś wpadniesz na obiad?
- No pewnie że wpadnę jak zapraszasz.
- Mieszkasz tutaj sam ?
- Tak.
- Może opowiesz mi coś o Polsce ? Gdzie mieszkasz itp. Nigdy tam nie byłem.
- No więc...
Rozmawialiśmy tak do późna w nocy ja mu opowiadałam o życiu w Polsce i o Polsce, a on mi o życiu tutaj w Londynie. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, ale co dobre szybko się kończy i trzeba było wracać do siebie bo w końcu rano do pracy trzeba iść. Eh.. rano będę nie przytomna.


Rano ledwo co wstałam było ciężko ale muszę się wywiązywać ze swoich obowiązków. Pół przytomna powędrowałam na sale w której byłam umówiona z chłopakami.
- No proszę pani nigdy się nie spóźniam właśnie się spóźniła- usłyszałam głos Louisa
- A czy ja kiedyś powiedziałam że się nigdy nie spóźniam?
- Zawsze jesteś punktualna- Powiedział Niall
-Eh... dobra panowie dzisiaj macie luzy. Zróbcie jakąś rozgrzewkę i się porozciągamy.
- Ohoho a co się stało że luzy dzisiaj są?
- Nic się nie stało.
- Jasne leczymy kacyka ?
- Jakiego kacyka? Późno do domu wróciłam i się nie wyspałam.
- Randka?
- Co randka?- Krzyknął Louis
- Żadna randka! Czy wyście powariowali? Dalej mi się rozgrzewać.
-Dobrze już dobrze. Chłopacy chodźcie bo nasza pani doktor jest zła- Powiedział Niall
- Eh... I co ja mam z wami zrobić ?

Po południu po zajęciach postanowiłam zrobić coś na szybko na obiad. Coś na szybko hm...  Ha schabowy z ziemniaczkami! Gdy się wszystko już ładnie pięknie gotowało i pachniało w całym domu pomyślałam że mojego sąsiada mogłabym zaprosić w końcu wczoraj był taki ciekawy Polski to może spróbować dania polskiego

- Proszę- usłyszałam chwile po tym jak zapukałam w drzwi.
- Hej Seth słuchaj jadłeś już obiad?
- Nie własnie się wybieram a co?
- To zapraszam Cię na Polski obiad.
Uśmiechnął się i już siedzieliśmy u mnie w pokoju zajadając się pysznym schabowym z ziemniaczkami.
- Nastka to jest pyszne.
- Dziękuje
- Wiesz co w ramach odwdzieńczenia się zapraszam Cie kiedyś do siebie na obiad do restauracji. Tak na koszt firmy.
- Dziękuje na pewno skorzystam jak nie będzie mi się chciało robić obiadu.
- Tu masz moją wizytówkę jak się będziesz wybierać to zadzwoń
-yyy..ok dziekuję. Może się czegoś napijesz?
- Z chęcią.
- A na co masz ochotę ? Woda wino herbata kawa sok?
- Hm.. wino.






Taki krótki bo ostatnio coś weny nie mam. Eh... Napiszcie czy wam się podoba. Widzę że wchodzicie ale nie komentujecie ;(

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 2

Na sale wbiegłam z jeszcze nie dokończonym jabłkiem w buzi i zamiast się przywitać usłyszałam obudzony głos Nialla
-Ej.. a dla mnie to już nie masz jabłuszka? Ja też jestem głodny!!
-Yyy...To jest mój obiad, ale jak chcesz mogę Ci oddać resztą drożdżówki, wiesz w ogóle że nie je się poł godziny przed ćwiczeniami?
- To dlaczego ty jesz?
- Bo ja nie ćwiczę tylko ty kochany.
- Kochany mówisz?
-Dobra chłopcy już rozgrzani jesteście?
-My zawsze i wszędzie -powiedział zadziornie Louis.
-To dobrze słoneczko bo dla Ciebie i tego w loczkach- pokazałam na Harrego próbującego podnieść piłkę lekarska- mam specjalny zestaw ćwiczeń bo Ciebie panie lokowaty, pana postawa mi się nie podoba , a u pana panie "zawsze i wszędzie gotowy", pana kolanka mi się nie podobają. Grałeś może dużo w piłkę nożną?
- Skąd wiesz?
- Widzę. Stań prosto i złącz kostki ze sobą.- Posłusznie zrobił tak jak mu kazałam - Widzicie tą szparę między kolanami?
- Tak . Odpowiedział mi chórek za mną.
-Jak włożę tutaj 3 palce to znaczy że masz szpakowatość kolan. To najczęściej właśnie dolega piłkarzom. U Ciebie jest to niewielka zmiana z którą sobie szybko poradzimy. Powiem Ci co masz robić w domu sam tzn. masz jak masz ćw. np. przed TV. A teraz panowie już rozgrzewka 5 okrążeń do okoła sali i dzisiaj poćwiczymy różnego rodzaju siady.Chłopcy jak zwykle mieli dużo frajdy, śmiali się i wygłupiali, musiałam każdemu z nich wytłumaczyć że wałki nie służą do spania tylko ich pierwotnym przeznaczeniem jest zupełnie co innego. Pod koniec ćw poprosiłam Louisa i Zayna do siebie, Harrego pilnowałam żeby się nie garbił i chodził jak i również by trzymał prawidłową postawę.
-A ty Zayn możesz mi powiedzieć czemu tak charczysz jak 30sto letni palacz? Trochę wysiłku i już słychać że kondycja jest kiepściutka , w ogóle palisz?
- Popalam
-Nie kłam, palisz jak lokomotywa!- Krzyknął Louis
- No dobra pale i co z tego? I wcale nie jak lokomotywa!
-No to czas najwyższy rzucić. Pewnie dobrze wiesz czym grozi takie palenie więc nie będę Ci tutaj wykładu dawać bo to nie ma sensu żebyś po 3 moim zdaniu się wyłączył, ale pamiętaj że jak zachorujesz na jakieś choróbsko to możesz bardzo łatwo stracić to co kochasz.
- Myślisz że to takie łatwe? Nie raz próbowałem ale nic z tego nie wyszło. Fanki co chwile mnie o to proszą ale nie potrafię. Staram się jak mogę, nawet ograniczyłem palenie z 2 paczek dziennie do 8 papierosów tak żę to dla mnie sukces.
- Jestem z Ciebie dumna wiesz?
- To panowie teraz pod prysznic i widzimy się w przyszłym tygodniu. - Krzyknęłam do reszty .


Następny dzień minął mi strasznie leniwie. Jedynie wyjście jakie zaliczyłam ograniczało się po małe zakupy do pobliskiego sklepiku. Postanowiłam dzisiaj w końcu się rozpakować. Zostało parę pudeł jeszcze do wypakowania ale nie wiem czy mi się to uda.  Zresztą kolejne dni mijały mi powoli , w weekend postanowiłam trochę pozwiedzać Londyn. Wybrałam się do Muzeum Madame  Tussauds , zrobiłam sobie zdjęcia z królową i moją młodzieńczą miłością księciem Williamem. Potem to już zrobiłam maraton Big Ben, Tower of London ,Tower Bridge ,Muzeum Brytyjskie. Dwa zabytki zostawiłam sobie na bliższą/dalsz anie określona przyszłość. Nie miałam już na nic siły. Marzyło mi się ciepłe łóżko i herbata do tego jakiś dobry film. Gdy znalazłam się we własnym mieszkaniu pierwsze co zrobiłam to weszłam pod prysznic. Naszła mnie ochota na herbatę ale w mojej cukierniczce hulał sam wiatr. Więc nie myśląc dużo wzięłam szklankę i udałam się do mieszkania które znajduje się na przeciwko mojego. W końcu mieszkam tu jakiś czas i wypadało by sąsiadów poznać. Stanęłam przed drzwiami i delikatnie zapukałam. Miałam nadzieję że nikogo nie obudzę. Po chwili słyszałam kroki z drugiej strony drzwi i dźwięk otwierającego się zamka. Gdy drzwi się otworzyły moim oczom ukazał się przystojny , wysoki brunet o czarnych oczach i śniadej cerze.
- Słucham panią ? - Powiedział lekko zachrypniętym głosem
- Yyyy... Nastka jestem i  mieszkam tutaj na przeciwko i zabrakło mi cukru do herbaty może mógłbyś mi pożyczyć trochę a ja jutro bym Ci oddała ?
- Jestem Seth miło mi Cię poznać. Nigdy Cię tu nie widziałem, przeprowadziłaś się niedawno?
- Tak. Kilka tygodni temu.
- Wiesz co? Zapraszam Cię na herbatę. Musze poznać nową sąsiadkę i przy okazji warto dobrze żyć z sąsiadami.
- Dziękuje bardzo, a nie będę przeszkadzać, już jest trochę późno.
- No co ty nie będziesz.
- Ok to ja zamknę tylko mieszkanie i już jestem u Ciebie spowrotem dobrze?
- Ok to czekam- Powiedział uśmiechając się zniewalająco.





Przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy ale jest aktualnie 1 w nocy.  Jeżeli podobają się wam moje wypociny i chcielibyście być na bierząco informowani o kolejnych rozdziałam to zapraszam do umieszczania w komentarzach swoich twitterów :)  Również zachęcam do komentowania. To na prawdę  motywuje. I od razu ma się chęci do pisania dalszych części.